Moja historia

Wszystko zaczyna się od marzeń…

Sport samochodowy to moja pasja od najmłodszych lat. Nie wiem dlaczego – nikt w mojej rodzinie, ani wśród znajomych się tym nie zajmował. Za pierwsze zarobione pieniądze przerobiłem do sportu Fiata 126p i wystartowałem w zawodach dla kierowców-amatorów Automobilklubu Centrum.

Dużo się wtedy nauczyłem, a także osiągnąłem pierwsze sukcesy i wiedziałem, że chcę piąć się w górę. Doświadczeń nabierałem także jeżdżąc samochodem bezpieczeństwa w Rajdowych Samochodowych Mistrzostwach Polski. Chociaż robiłem wtedy co mogłem aby pozyskać sponsorów to rzeczywistość okazała się brutalna. Nie mając żadnego biznesu za sobą, agencji reklamowej ani niczego, co mogło finansować dalsze, profesjonalne starty nie miałem szans na absolutnie żadną karierę w sporcie samochodowym w Polsce w tamtym czasie. Chociaż pieniądze to nie wszystko, bo potrzebny jest talent,to sam talent w tym sporcie, na tym etapie, a tym bardziej w tym miejscu na świecie nie pomoże nikomu.

…ale marzenia to nie wszystko

Musiałem albo się poddać, albo znaleźć sposób na to, aby braki budżetowe zastąpić swoimi umiejętnościami i nawet ciężką, ale własną pracą. Trafiłem na Wyspy Kanaryjskie aby rozwijać swoje umiejętności. Paliwo było tam dużo tańsze niż w kontynentalnej Europie, a rajdy bardziej dostępne dlatego za takie same pieniądze jak w Polsce, mogłem startować już w “wyższej lidze”.

Mimo kolejnych sukcesów i wygranych, awaryjny samochód, brak profesjonalnego zaplecza, oraz praca w kraju, który pogrążał się w kryzysie ekonomicznym skutecznie przekreśliła moje znikome, ale jednak „jakieś” szanse na pozyskanie sponsorów i udział w mistrzostwach. Nie miałem innego wyjścia jak pogodzić się z faktem że muszę „odwiesić kask na kołek” i zamknąć ten rozdział historii wiedząc, że przynajmniej próbowałem wykorzystać swój talent do realizacji marzeń.

Czas wypełniałem sobie nie tylko wszystkim co pozwalało być blisko tego sportu ale także szukaniem innych zainteresowań. Nurkowałem w Atlantyku, uczyłem się latać samolotem, przebiegłem pełen maraton, podejmowałem się różnych zajęć którymi chciałem zastąpić to czego nie mogłem robić. Pracowałem przy organizacji rajdów, koordynowałem pracę zespołów w zawodach rangi Mistrzostw Europy. Patrząc na innych zawodników, którzy regularnie startowali czułem pewien niedosyt, ale także satysfakcję, że jednak próbowałem. Zabrakło budżetu – niby niewielkiego, ale to było poza moją kontrolą i nie mogłem się obwiniać.

Nigdy się nie poddałem

Po pewnych wydarzeniach w moim życiu nadszedł dzień, w którym zrozumiałem że nawet jeśli coś dwukrotnie nie wychodzi, to nie znaczy że trzeba się poddawać. W końcu do tej pory z każdym krokiem robiłem mały postęp i przybliżało mnie to do realizacji celu. Porzuciłem więc pracę, która w ogóle mnie nie interesowała i wyjechałem do Azji – sam, bez planu, kontaktów, ale z jasno sprecyzowanym celem – aby robić to w czym jestem dobry i na tym zarabiać, a nie szukać sobie alternatywnych zajęć. 

Życie bardzo szybko zweryfikowało moje zamiary. Zderzenie z zupełnie odmienną kulturą i zwyczajami sprowadziło mnie ponownie na ziemię. Błyskawicznie zrozumiałem, że jeśli chcę cokolwiek osiągnąć to muszę zmienić swoje podejście. Przy lata zaliczyłem wiele ślepych uliczek i popełniałem całe serie błędów z których wyciągałem kolejne (czasami kosztowne) lekcje. Pracowałem jako kierowca testowy dla producenta samochodów, zwiedzałem Azję Południowo-Wschodnią, a po kilku latach zostałem pierwszym Polakiem w wyścigach samochodowych Tajlandii. Rozpocząłem tym samym profesjonalną karierę w tym sporcie, po raz pierwszy w życiu mając szansę na to, aby zarabiać na tym co potrafię robić najlepiej.

Języka uczyłem się od spotykanych ludzi, dlatego poznałem między innymi specyficzne, codzienne poczucie humoru w tamtej kulturze. Korzystałem z tego komunikując się z fanami, aż ktoś z tajskiej telewizji wykorzystał moje wpisy z mediów społecznościowych i już ponad milion osób w Tajlandii dowiedziało się o Polaku, który bierze udział w wyścigach samochodowych ich kraju. 

Teraz pracuję jako kierowca oraz instruktor dla jednego ze wspieranych przez koncern samochodowy azjatyckich zespołów, a także prowadzę samochód bezpieczeństwa w azjatyckich seriach wyścigowych. W lutym 2018 roku Patronat Honorowy nad moim udziałem w wyścigach samochodowych Tajlandii objał Pan Waldemar Dubaniowski – Ambasador RP w Bangkoku. Pan Ambasador przyjął także zaproszenie na wyścig, który na oczach dziesiątek tysięcy kibiców zamierzam pojechać w biało-czerwonych barwach.

Co dalej?

 

W kolejnym sezonie będę rywalizował o miejsce w zespole Super GT.  Aby to zrobić, stoi przede mną konieczność jeszcze lepszego zrozumienia odmiennej kultury i specyficznych relacji panujących w tym sporcie. Jeżeli mi się to uda i razem z zespołem stanę na starcie tych prestiżowych serii wyścigowych, będę pierwszym Polakiem w historii, który tego dokona. Czy mi się uda? Jeśli nie za pierwszym razem, to za kolejnym.